Relacja Ani Cios z Warta Gravel 2020

Relacja Ani Cios z Warta Gravel 2020

WARTA GRAVEL – mój pierwszy gravelowy wyścig 

Warta Gravel był dla mnie nie lada wyzwaniem. Ze startu rezygnowałam w myślach kilka razy. Bardziej stresowałam się samotną podróżą do Poznania, niż samym wyścigiem. Podróż samochodem, a do tego autostradą! O masakra! Co prawda nie jestem najgorszym kierowcą i codziennie do pracy dojeżdżam 60 km, ale to co innego, bo drogę znam już na pamięć.. Z perspektywy czasu wiem, że pociąg byłby lepszym rozwiązaniem, ale człowiek uczy się na błędach 😉

Do Poznania docieram późnym wieczorem. Przeżyłam! 😉 Samochód udaje mi się zostawić pod biurem zawodów, witam się więc z organizatorami i ruszam z plecakiem szukać zarezerwowanego noclegu. W hotelu są już dziewczyny z Babskiej Korby. Planują wspólny udział w wyścigu. Ja od początku trzymam się tego, że jadę sama swoim tempem. Nie mam gravelowego doświadczenia, nie wiem jak mi pójdzie i czego się spodziewać. Moim celem jest przejechanie 400 km bez spania.

Nasz start zaplanowany jest na godzinę 8:15. Kilka pamiątkowych fotek i nadszedł czas, by rozpocząć kolejną przygodę życia 😊 Na początku trzymamy się razem, ale po niedługim czasie tworzą się grupki. Tempo jest mocne. Maria wyrywa do przodu, decyduje się na samotną jazdę po zwycięstwo. Ja z premedytacją zostaję z tyłu, bo wiem, że muszę oszczędzać siły. Dwa razy gubię się w lesie, szybko jednak wracam na trasę. Gdy zaczyna padać zatrzymuję się i ubieram ciuchy przeciwdeszczowe. Nie mogę pozwolić sobie na mokre ciuchy. Przede mną cały dzień i noc.

Ania Cios Babska Korba gravelowy wyścig ultra Warta Gravel

Początek trasy mocno mnie zaskakuje. Takimi ścieżkami to ja jeżdżę na rowerze górskim! Korzenie, kamienie, wąskie zakręty. Jest fun, bo moja miłość to góry, bike parki i trasy enduro, ale sztywny rower nie wybiera nierówności i ich przyjmowanie jest nieco bolesne. Nie mam gravela – jadę na mojej szosie endurance z pożyczonymi od siostry kołami na oponach 38 😉 Jeździłam w takiej konfiguracji po lasach nad morzem dwa miesiące wcześniej, więc przecież byłam pewna, że dam radę 😉 Po wyścigu dowiaduję się, że miałam zbyt wysokie ciśnienie w oponach. Tak podejrzewałam, ale bałam się, że na asfalcie rower zbyt będzie toporny, więc nie zdecydowałam się na spuszczenie powietrza z kół.  

Dalsza trasa to już w większości szutry poprzeplatane asfaltem. Nigdy nie sądziłam, że tak będę się cieszyć na widok dróg asfaltowych 😉 Traktowałam je jako odpoczynek i mogłam szybciej przemierzać kilometry. Tutaj miałam przewagę nad zawodnikami jadącymi na rowerach MTB, kilku udało się wyprzedzić. 

Najbardziej traumatycznie wspominam tzw. tarkę na traktach szutrowych. Nie dość, że rower nie chciał jechać, to bolało mnie niemal wszystko. Zawodnicy objeżdżający trasę wcześniej straszyli piaskami, ale akurat z nimi rower znakomicie daje sobie radę. Wszelkie nierówności jednak sprawiają, że przeklinam świat na czym stoi 😊

Zatrzymuję się pod sklepem. Widok znajomych twarzy bardzo mnie cieszy. Uzupełniam zapas wody i zjadam najpyszniejszą pod słońcem drożdżówkę z serem 😊

Na mniej więcej setnym kilometrze mijam Basię z Babskiej Korby. Ma kryzys, więc rzucam jej kilka motywujących słów i uśmiech 😊 Jestem pewna, że sobie poradzi. Jadę dalej, bo za chwilę na 118 km czeka punkt PIĆSTOP zorganizowany przez sponsora wyścigu SATIWELL. Na punkcie nalewam wody do bidonów i porywam dwa banany. Od dziecka szczerze ich nie znoszę, ale nasłuchałam się o ich supermocach. Jednego zjadam, drugiego chowam do kieszeni na czarną godzinę. Na punkt dociera też Kasia.

Ania Cios Babska Korba gravelowy wyścig ultra Warta Gravel

Kasia szybko mnie dogania. Mamy zbliżone tempo jazdy i prywatnie bardzo się lubimy. Postanawiamy jechać razem. Jest to miła odmiana po dłuższym czasie spędzonym tylko w swoim towarzystwie. Robimy krótką przerwę na uzupełnienie kalorii. Zjadam „pysznego” banana, który ciąży mi w tylnej kieszeni. Mniam! 😉

Ania Cios Babska Korba gravelowy wyścig ultra Warta Gravel

Naszym celem jest dojechanie do Sierakowa, gdzie Kasia wraz z dziewczynami ma zarezerwowany nocleg. Tam mamy się rozstać. Moja towarzyszka orientuje się, że mocno uciekło jej powietrze z tylnej opony. Wspólnymi siłami dopompowujemy koło nabojem. Oczywiście nie obywa się bez problemów technicznych 😉 Nie mija nawet godzina, gdy czuję, że coś jest nie tak.. złapałam kapcia! Jesteśmy co prawda na drodze wojewódzkiej, ale nigdy nie widziałam asfaltu w tak opłakanym stanie. Dziura na dziurze, choć kapcia łapię na żwirowym poboczu. Zabieramy się za wymianę dętki. Zatrzymuje się obok nas przemiły kolega także biorący udział w wyścigu, a dodatkowo reprezentujący sponsora wyścigu firmę Satiwell i proponuje pomoc. Nie protestujemy, bo wiemy, że nam wymiana dętki pójdzie o wiele mniej sprawnie. Kasi znów ucieka powietrze w kole, więc decyduje się również na skorzystanie z pomocy. Dziękujemy i kontynuujemy jazdę.

Ania Cios Babska Korba gravelowy wyścig ultra Warta Gravel

W Sierakowie jesteśmy już po zmroku. Ubieram na siebie ciepłe ciuchy. Ruszam w jedną, Kasia w drugą stronę.

Ania Cios Babska Korba gravelowy wyścig ultra Warta Gravel

Zostaje sama w ciemnym lesie. W sumie nie boję się, co jakiś czas spotykam kogoś na trasie. Robi się zimno, ale jestem dobrze ubrana, więc nie marznę. Spać na razie mi się nie chce. Szot z kofeiną działa znakomicie. 

Wyjeżdżam na drogę asfaltową i słyszę świst.. tak.. znowu kapeć.. Jest ciemno, dookoła nie ma nic. Rozbijam się na poboczu i staram się nie załamywać. Na szczęście wzięłam ze sobą czołówkę. Nie mam drugiej dętki, ale mam łatki. Zabieram się za klejenie. Nie wiem dlaczego akurat teraz, ale orientuję się, że nie mam kluczyków do auta. Pamiętam, że na starcie schowałam je do paśnika pod żelki, bo nie zmieściły się do zapinanej torebki na ramie. Miałam je przełożyć.. Pewnie wypadły przy wymianie pierwszej dętki. Myśl, że nie mam kluczyków, a rzeczy koleżanek w środku nie daje mi spokoju do samej mety. Ale nie czas na panikę. Teraz mam ważniejsze rzeczy na głowie 😉

Nagle słyszę głosy „Ej, tam ktoś chyba śpi” 😊 Dwóch zawodników zatrzymuje się i proponuje pomoc. Nie chcę sprawiać problemu, ale korzystam z propozycji. Mam ostatnie dwa naboje, a zwykłej pompki brak. Udaje nam się naprawić koło, ale wykorzystuję oba naboje. Koledzy mają tylko jeden ostatni, więc w razie kolejnego kapcia i tak mi nie pomogą. Decyduję się jednak do nich dołączyć przynajmniej na jakiś czas. Moi wybawcy są mocno zaniepokojeni faktem, że jadę sama i oferują opiekę 😊 Obiecuję sobie, że jeśli będą musieli na mnie czekać, odłączę się i pojadę dalej sama. Mamy jednak bardzo podobne tempo jazdy i nie jestem kulą u nogi 😉

Po drodze dziewczyna wracająca z imprezy krzyczy do nas, że chyba nas kur** pojeb***, że jeździmy o tej porze na rowerze. Bardzo nas to rozbawia. Normalni to my rzeczywiście nie jesteśmy 😊 

Zjeżdżamy lekko z trasy i decydujemy się na przerwę na Orlenie w Międzychodzie. Tutaj spotykamy wielu zawodników, którzy również zatrzymali się na odpoczynek. Pod stacją gwarno – impreza lokalnej młodzieży. Jestem tak zestresowana brakiem kluczyków, że nawet nie myślę o uzupełnieniu kalorii, czy ogrzaniu się w środku. Dzwonię do organizatorów – być może oni mają jakiś pomysł. Przesyłka konduktorska! Tak! Dzwonię do męża. On na imprezie. Nie jest zachwycony, ale obiecuje wysłać kluczyki rano przed 8. Organizatorzy umieszczają także post na facebooku. Być może któryś z zawodników decydujących się na sen w nocy znajdzie je rano. Robię się trochę spokojniejsza, wchodzę na stację, kupuję wodę i kanapkę. Jestem tak zmęczona, że nie mogę jej zjeść, pakuję ją do sakwy na później.

Ruszamy dalej. Na około trzysetnym kilometrze wszystkich dopada zmęczenie i senność. Zatrzymujemy się w wiacie przystankowej. Właściciele pobliskich domów puszczają wolno szczekające psy ze swoich posesji. Jesteśmy lekko przerażeni i barykadujemy się rowerami na przystanku. Okazuje się, że psiaki są przyjacielsko nastawione, merdają ogonami, po czym kładą się obok nas 😊 Odpoczywamy 10 minut i ruszamy dalej. 

Po drodze napotykamy ok. 300 m piachu. Nie da się jechać, jest pod górę. Pchamy ciężkie rowery przeklinając pod nosem. Jestem zmęczona, ale staram się trzymać chłopaków. Nie chciałabym teraz zostać sama. Na zjazdach nie hamuję, choć z tyłu głowy mam myśl, że wpadnę w jakąś dziurę i coś się stanie. Lampka daje radę, ale wzrok już zmęczony. Wywracam się tylko raz, ale na piachu, więc lądowanie jest miękkie 😉

Wschód słońca. Na to czekaliśmy. Jest naprawdę zimno. Przed nami rozpościera się piękny widok mgły unoszącej się nad Wartą. Zostało nam 80 km trasy.

Ania Cios Babska Korba gravelowy wyścig ultra Warta Gravel

Niestety brak snu daje się we znaki. Musimy się zatrzymać. Chłopaki kładą się na chwilę pod foliami nrc i łapią kilka minut snu. Ja wypijam szota z kofeiną i wciągam kolejny żel. 

Oborniki! 35 km do końca. Jemy hotdoga w Żabce i ruszamy ku mecie. Niby tak blisko.. a tak daleko.. Kilometry nie chcą ubywać. Mam wrażenie, że nigdy nie dojedziemy.. 

Godzina 10:30. Udało się! Meta! Jedziemy obok siebie, chłopaki wpuszczają mnie do środka 😊 Jestem trzecia wśród kobiet i wygrywam swoje pierwsze w życiu trofeum! Co za radość! 

Czas jazdy: 20:42

Całkowity czas: 26:39

Miejsce w ogólnej klasyfkacji: 32 na 116 uczestników!

Ania Cios Babska Korba gravelowy wyścig ultra Warta Gravel

 

Na mecie czeka na mnie Maria. Wygrała! Nasza bohaterka! Dwa miejsca na podium dla Babskiej Korby 😊

Dostaję ciepły posiłek i piwo bezalkoholowe. Organizatorzy obejmują mnie troskliwą opieką, dbają, żeby mi niczego nie zabrakło. Kładę się na leżaku i opadam z sił. Boli mnie chyba wszystko.. W międzyczasie Martin z Warta Gravel przywozi mi z dworca kluczyki. Wszystko się dobrze skończyło! Dziewczyny będą mieć swoje rzeczy, a ja samochodem wrócę do domku 😊

Czekamy z Marią na resztę dziewczyn. Wjeżdżają na metę około 18 i wszystkie razem świętujemy ukończenie wyścigu z lampką prosecco w dłoni 😊

 

 

facebook
instagram